Jak już pisałem wcześniej, od kilku tygodni pracuję nad kolejną edycją Synopsy, uzupełniając ją o kolejne korekty oraz uwagi redakcyjne. W toku tej pracy moją uwagę zwrócił Markowy przydomek, dotyczący synów Zebedeusza: „Boanerges co znaczy: Synowie Gromu” (Mk 3,17). Konstrukcja to, o wyraźnie semickim charakterze, wymagała osadzenia w szerszym kontekście językowym i kulturowym.

Mamy tu do bowiem do czynienia z jedną z większych niespójności Ewangelii: tekst grecki Υἱοὶ Βροντῆς (dosł. synowie grzmotu) nie do końca odpowiada tytułowi w wersji semickiej, gdzie Βοανηργές rekonstruowane jest jako bənê regeš i oznaczać ma „synów tumultu, wrzawy, wściekłości, gniewu”. Co ciekawe, w języku polskim mamy podobną grę słów: „Synowie Burzy (Gromu)” to nie „Synowie Wzburzenia (Zgromadzenia)”. Wyrażenia podobne, ale oznaczające kompletnie coś innego.

Zadałem zatem pytanie: czy tego rodzaju tytulatura, odwołująca się do zjawisk natury, burzy czy też tumultu, znajduje swoje odpowiedniki w Starym Testamencie. Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie zaprowadziło mnie do jednego z bardziej zagadkowych wersetów Starego Testamentu: Księgi Hioba 5,7. Zagadkowych, gdyż tradycja starożytna różnie interpretuje jego znaczenie, co widać też w polskich tłumaczeniach, z których starsze opierają się na Wulgacie.

TŁUMACZENIA POLSKIE

Spójrzmy na ten werset najpierw w najbardziej popularnych polskich tłumaczeniach:

Tysiąclecia (V wyd.):

To człowiek się rodzi na cierpienie,

jak iskra, aby unieść się w górę.

Paulistów: Bo człowiek rodzi się, by cierpieć

inaczej niż iskry, które lecą w górę.

Gdańska:

Ale człowiek na kłopot się rodzi,

iako iskry z węgla lataią wzgórę.

Warszawska: Bo człowiek rodzi się na niedolę,

jako iskry z pożogi, aby wysoko wzlatać.

Przekład EIB Piotra Zaręby:

To człowiek rodzi się na niedolę,

jak iskry z płomienia, by wzlatywać wysoko.

W przekładzie dosłownym EIB jedyne zmiany to: „jak iskry z płomieni” w l.mn.

Iskry ma również przekład Świadków Jehowy, który zahacza już o parafrazę:

Jak iskry pojawiają się, żeby ulecieć w górę,

tak człowiek, który się rodzi, na pewno będzie przeżywał trudności.

Jednocześnie mamy drugą grupę translacyjną, gdzie zamiast iskier i płomieni mamy ptaki i im podobne :

Jakuba Wujka:

Człowiek rodzi się na pracę,

a ptak na latanie.

Pierwszego Kościoła:

To człowiek rodzi się, by cierpieć,

jak pisklęta sępa, by latać wysoko.

PRZEKŁAD EIB

Zanim wyjaśnimy skąd tak duża różnica w przekładach „iskry z płomienia” czy może „pisklęta ptaków” zatrzymajmy się na sekunde przy przekładzie Ewangelickiego Instytutu Biblijnego bo nie wiem czy widzicie to samo co ja ale ja widzę tu wyraźną „tradycję protestancką”, a mówiąc wprost: plagiat. Zaręba używa identycznych form leksykalnych co Biblia Warszawska, która z kolei wyrasta z Biblii Gdańskiej.

iskry z węgla -> iskry z pożogi -> iskry z płomienia

oraz:

lataią wzgórę -> wysoko wzlatać -> wzlatywać wysoko.

Jeśli przekłady katolickie mają po prostu iskry tak tutaj mamy iskry ZE źródła ognia.

Następnie WZgórę -> WZlatać > WZlatywać. Wszystkie trzy przekłady używają tej samej formy gramatycznej.

Biblia Warszawska oraz EIB jako JEDYNE mają te same formy: wysoko wzlatać -> wzlatywać wysoko.

To nie jest pierwszy taki przypadek, ale do tej pory nie było to aż tak widoczne jak tutaj.

I tak jak wcześniej podniosłem argumenty, że przekład Warszawsko Praski jest plagiatem bo powiela 1:1 błędy Tysiąclatki to tak samo otwarcie napiszę tutaj: Zaręba tłumaczył nie z tekstu hebrajskiego ale z Biblii Warszawskiej, albo co najmniej się nią „odrobinę” posiłkował. Dlaczego? Jeszcze jeden argument: jego tekst dosłowny jest absurdalny. Zmienił tylko liczbę pojedynczą na mnogą tymczasem w wersji hebrajskiej nie ma żadnych iskier ani ptaków! Tekst dosłowny Hioba 5,7 jest kompletnie inny od tego co czytamy w polskich tłumaczeniach co z kolei świadczy o tym, że PD EIB ma charakter wtórny a nie źródłowy, bo to w źródle jest l.p. drugiego członu a nie l.mn. Przekład EIB jest przez wielu ceniony. Może właśnie dlatego, że ten „tłumacz” przetwarza piękny przekład Warszawski…

ISKRY CZY PTAKI?

A jaka jest prawda? W tekście hebrajskim nie ma żadnych iskier. Nie ma też ptaków. Są… „synowie Reszefa”!

kî-’ādām lə‘āmāl yullād,

ū-bənê rešep yagbîhû ‘ûf.

dosłownie:

bo człowiek rodzi się do trudu,

a synowie Reszefa lecą w górę.

jeszcze dosłowniej: „wynoszą-w-górę [swój] lot”

yagbîhû to czasownik w formie hifil oznaczający: sprawiają, że coś się wznosi / podnoszą wysoko

‘ûf to rzeczownik pochodzący od „latania” stąd: lot, latanie, ruch w powietrzu.

Widzimy więc, że dalszy człon bardziej pasuje do ptaków, które wysoko w górę wynoszą swój lot a nie do „iskier”, które raczej latają chaotycznie na boki. I tak też tłumaczą… wszystkie przekłady starożytne:

WULGATA:

homo nascitur ad laborem,

et avis ad volatum

„Człowiek rodzi się do trudu,

a ptak do lotu.”

SEPTUAGINTA:

ἀλλὰ ἄνθρωπος γεννᾶται κόπῳ,

νεοσσοὶ δὲ γυπὸς τὰ ὑψηλὰ πέτονται

„Lecz człowiek rodzi się do trudu,

zaś pisklęta sępa ku wyżynom się unoszą.”

PESHITTA:

meṭṭul d-bar-nāšā l-‘amlā hu ’etyīled,

w-bnay ‘awfā nrīmūn gappā

„Bo syn człowieczy rodzi się do trudu,

a synowie ptactwa podnoszą skrzydło.”

Mamy więc: ptaka, pisklęta sępa i synów ptactwa.

Skąd ta zmiana? Po pierwsze, możliwe jest wyjaśnienie paleograficzne, czyli błąd odczytu wynikający z podobieństwa liter.

Hebrajskie רֶשֶׁף (rešep, „Reszef / ogień / plaga”) oraz נֶשֶׁר (nešer, „orzeł / sęp”) są do siebie wyjątkowo podobne graficznie, jak i fonetycznie. W szczególności końcowe פ (pe) mogło zostać odczytane jako ר (resz), zwłaszcza jeśli charakterystyczny „ogonek” litery byłby słabo widoczny. Również początkowe ר (resz) i נ (nun) różnią się tez długością jednej kreseczki.

Spójrzmy: רשף (reszef) = נשר (neszer). Dwie z trzech spółgłosek SZ i R są identyczne. Zmianie ulega tylko F i N.

Po drugie, uwagę zwraca paralelizm językowy widoczny w tradycji aramejskiej. Peshitta zamiast hebrajskiego ’adam posiada formę bar-nāšā („syn człowieczy = człowiek”), odpowiadająca hebrajskiemu אֱנוֹשׁ (’enōš) gdzie mamy te same spółgłoski N i SZ co w rzeczowniku „neszer” – orzeł, sęp. Enosz występuje wyjątkowo często na kartach Księgo Hioba i aż się prosi tutaj o grę słów: bəne enosz = bəne neszer.

Po trzecie, motyw orła / sępa oraz ptaków jest mocno widoczny w księdze Hioba, gdzie mam też te same czasowniki:

Hi 39,27

hamippîkā yagbîah nešer

„Czy to na twój rozkaz orzeł wznosi się wysoko?”

Hi 9,25

kə-nešer yāṭûś ‘al-’ōkhel

„jak orzeł spadający na żer”

Jednocześnie można zauważyć, że gdy Księga Hioba mówi wprost o ogniu, płomieniach czy iskrach, używa nieco innego słownictwa, z wyraźnym odniesieniem do rzeczownika ’ēš, „ogień”:

Hi 18,5:

wə-lō yiggaḥ šəvîv ’iššô

„i nie zabłyśnie iskra (błysk) jego ognia”

Hi 41,11 (41,19):

mippîw lappîdîm yahalōkû,

kîdōdê ’ēš yitmallāṭû

„z jego pyska wychodzą płomienie,

iskry ognia się wydobywają”

szeviv iszszo = iskra ognia

kidode esz = płomienie / iskry ognia

šəvîv – iskra, krótkotrwały błysk pochodzący od ognia

lappîd – trwały płomień niczym pochodnia

kîdōd – iskry, żarzące się odpryski

Hiob pisząc o iskrach używa za każdym razem 1. rzeczownika oznaczającego wprost iskrę / iskierkę 2. w nawiązanku do esz – ognia „iskry ognia” a nie „synowie reszefa (płomienia, żaru)”

Czyżby więc przekłady starożytne oraz staropolskie zachowały poprawną wersję poematu?

Człowiek rodzi się do (ziemskiego) trudu, (tak jak) orły do lotu (ku niebiosom)

Tu „synowie orła” oznaczają konkretną klasę, niekoniecznie potomstwo tak jak „synowie człowieka” oznaczają po prostu ludzi. Orły, których domeną jest lot, unoszą się ku niebu, podczas gdy ludziom dany jest ziemski znój.

Czyżby zagadka została rozwiązania i tekst masorecki jest błędny? Niekoniecznie, bo z kontekstu wynika coś zupełnie innego.

Prawidłowym wyrażeniem jest tutaj „synowie Reszefa”.

RESZEF i BARAD

„Reszef” interpretowany jest jako ogień, żar, ale też plaga, źródło chorób, wreszcie: bóstwo (bądź personifikowana siła) idące za Jahwe i zsyłające na ludzi choroby oraz plagi, por.:

Pwt 32,24:

„wyczerpani głodem i strawieni gorączką,

pożarci przez Reszefa (רֶשֶׁף) i gorzką zarazę”

Ha 3,5:

„przed Nim idzie zaraza,

a Reszef (רֶשֶׁף) podąża za Nim (tj. za Jahwe – przyp. tłum.)”

Ps 78,48:

„wydał ich bydło na grad, a trzody ich na pioruny”

(tu hebr. לָרְשָׁפִים, rozumiane jest jako element burzy)

Pnp 8,6:

„bo miłość jest mocna jak śmierć,

(…) jej żar to żar ognia”.

Przy czym ponownie w Pnp 8,6 Septuaginta oddaje reszef ornitologicznie jako περίπτερα πυρός, φλόγες αὐτῆς: „skrzydła” ognia, płomień jego.

Uwagę zwraca również Psalm 78,48 oddawano jako:

…wydał ich bydło na grad (barad), a trzody ich na pioruny (reszefim).

Zarówno Barad jak i Reszef to nie tylko sily natury, ale też kananejskie bóstwa. Barad stanowił personifikację gradu i był sługą boga burzy Baal-Hadada. Podobnie Reszef był bóstwem zsyłającym na ziemię strzały zarazy.

I tu dochodzimy do clue artykułu:

RESZEF to nie tylko „żar, zaraza, plaga”, ale też kananejskie bóstwo, personifikacja sil zniszczenia, który w Ha 3,5 podąża za Jahwe niczym jego sługa.

A kto w księdze Hioba zsyła plagi i zarazę na Hioba? Szatan stojący u boku Jahwe. Jeden „z synów elohim”, stojący u boku Pana.

Już na początku księgi „ogień elohim” zabija trzody i niszczy majątek Hioba:

Hi 1,16:

ogień Elohim (’ēš ’ĕlōhîm) spadł z nieba,

zapłonął wśród owiec i sług i pochłonął ich;

Następnie w Hi 2,7 wychodzi szatan – oskarżyciel sprzed oblicza Jahwe i „uderza w Joba” zsyłając na niego bolesny wrzody „od podeszwy jego stopy aż do czubka jego głowy”. Zsyłanie chorób i wrzodów jak i ognia z nieba, zabijanie bydła, było domeną Reszefa.

Wniosek: tzw. szatan czyli hbr. „oskarżyciel” (ludzi) to nikt inny jak kananejski bóg Reszef, tu zdegradowany do roli pomniejszego syna bożego (bytu anielskiego).

A co mamy w wersecie Hi 5,7 od którego wszystko się zaczęło?

„bo człowiek rodzi się do trudu / ku udręce,

a synowie Reszefa lecą w górę”.

Hiob opisuje swoją sytuację. „Udręka” w kolejnych wersetach (Hi 7,3) określi jego stan osobisty. „Synowie Reszefa” oznaczają tu konkretną rzecz – pociski / strzały boga zarazy, które zmierzają w stronę Hioba. Bo „strzały” stanowiły osobisty przymiot Reszefa i źródło plagi, chorób oraz ognia.

Synowie Reszefa to nie żadne iskierki. To również nie orły ani pisklęta sępów. To synonim zarazy i ognia zsyłanej przez konkretne bóstwo – Reszefa, który tak jak kiedyś był sługą boga burzy Baal Hadada tak teraz stał się sługą Jahwe, zsyłającym na biednego Hioba oraz ogólnie ludzkość „ogień z nieba” oraz choroby i plagi.

Zresztą, obraz zarazy jako efektu „zatrutych strzał z niebios” pozostał na długo również w naszej kulturze, przykład poniżej.